Zakochałam się w filcowaniu na dobre.
Czy wychodzi czy nie będę kłuć, nakłuwać, moczyć , masować i masować;-)
Wiem to na pewno choć stawiam na tym polu pierwsze kroki.
A to jeden z moich ostatnich pomysłów...
Hm, w pisaniu bloga też jestem zielona. Wywraca mi zdjęcia:-(
Szczęśliwie mam Mamę, której zawsze podoba się to co robię.
Dziękuję Ci Mamo!
Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ze starego nowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ze starego nowe. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 lutego 2013
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Drugie życie różowego sweterka
Nie lubię wyrzucać rzeczy i tak samo nie lubię ich przechowywać.
Tak też było w przypadku różowego swetra.
Wsadziłam go do pralki, nastawiłam maksymalną temperaturę i radośnie czekałam. Niestety tym razem ku mojemu zaskoczeniu...
To właśnie zwykło nazywać się złośliwością rzeczy martwych.
Gdybym bardzo się starała wyprać szybko sweterek tak żeby był gotowy na jutro i pięknie wyglądał, kusił miękkością , pewnie skurczyłby się o rozmiary dwa i świetnie pasował na koleżankę , której zazdroszczę filigranowości;-(.
Ale przecież ja chciałam żeby się skurczył wręcz sfilcował, a on... NIC. Stracił jedynie intensywność koloru.
Ale pomysł i plan już raz powzięty zbytnio odwlekany umiera i stacza się w otchłań nigdy nie wypróbowanych. Pomyślałam: nie tym razem, jeszcze trochę i nic się tam nie zmieści.
Więc do dzieła.
I są małe kaputki, cieplutkie i milutkie. Mają tez dzwoneczki. Małej właścicielce bardzo przypadły do gustu, zwłaszcza dzwoneczki.
I starczą jej na długo bo wyszły troszkę za duże.
Tak też było w przypadku różowego swetra.
Wsadziłam go do pralki, nastawiłam maksymalną temperaturę i radośnie czekałam. Niestety tym razem ku mojemu zaskoczeniu...
To właśnie zwykło nazywać się złośliwością rzeczy martwych.
Gdybym bardzo się starała wyprać szybko sweterek tak żeby był gotowy na jutro i pięknie wyglądał, kusił miękkością , pewnie skurczyłby się o rozmiary dwa i świetnie pasował na koleżankę , której zazdroszczę filigranowości;-(.
Ale przecież ja chciałam żeby się skurczył wręcz sfilcował, a on... NIC. Stracił jedynie intensywność koloru.
Ale pomysł i plan już raz powzięty zbytnio odwlekany umiera i stacza się w otchłań nigdy nie wypróbowanych. Pomyślałam: nie tym razem, jeszcze trochę i nic się tam nie zmieści.
Więc do dzieła.
I są małe kaputki, cieplutkie i milutkie. Mają tez dzwoneczki. Małej właścicielce bardzo przypadły do gustu, zwłaszcza dzwoneczki.
I starczą jej na długo bo wyszły troszkę za duże.
Subskrybuj:
Posty (Atom)